Poznajmy poezję Pana Edwarda Zarychty z Roszkowej Woli.

0
234

Na pograniczu województwa łódzkiego i mazowieckiego znajduje się miejscowość Roszkowa Wola, to tutaj w rodzinie Rozalii i Michała Zarychty dnia 28.03.1959 r. na świat przyszło czwarte dziecko rodzice dali mu na imię Edward. Zapewne nikt wtedy nie przypuszczał, że Edward jak dorośnie zostanie autorem kilkunastu wierszy, dziś zaprezentujemy kilka z nich między innymi wiersz „Moja wieś”. Pan Edward pisze wiersze od kilkunastu lat, ale nikt o tym nie wiedział, do chwili, kiedy to pewnego grudniowego dnia tego roku żona Pana Edwarda Pani Grażyna opublikowała je na facebooku i takim o to sposobem świat poznał twórczości Pana Edwarda Zarychty.

Kiedy rozpoczął Pan przygodę z pisaniem?

-Wiersze zacząłem pisać w 2008r. i pisze do dnia dzisiejszego. Najładniejsze wiersze powstawały w czasie wyjazdu do Grecji, przed oczami miałem morze Egejskie a z tyłu góry Olimp. Klimat grecki sprzyjał w pisaniu wierszy.

A czy w rodzinnej wiosce też powstawały wiersze? Jeden z wierszy nosi tytuł „Moja Wieś” czy powstał On w Roszkowej Woli czy poza granicami naszego kraju?

-Wiersz ten powstał w Roszkowej Woli, podczas spaceru po sadzie bardzo lubię przebywać w sadzie jest w nim cisza i spokój.

Moja wieś.

Jedni chwalą miasta inni obce kraje
a mi moja wioska
najpiękniejszą się zdaje.
Gdy oczy podniosę, spojrzenie na południe
widzę Kielecczyznę
i rzekę Pilicę, co się wije cudnie.
Przed nią łąki bagna i olchowe gaje
co dzikiej zwierzynie gościnności daje
Od północy pola i zbóż złote łany
krajobraz przez kolej trochę poszarpany
Lecz to nie przeszkadza w życiu mojej wioski
Tu się w samogonie topi swoje troski.
Ze wschodu na zachód góry lasy knieje
i nikomu tutaj krzywda się nie dzieje.
Każdy uśmiechnięty szczęśliwy wesoły
nawet gdzieś na kwiatach
pięknie brzęczą pszczoły.
Dzieci są grzeczniejsze
i ptaki ładniej śpiewają,
radują się wszyscy, że tutaj mieszkają.
Nie znajdziesz na świecie, lepszej okolicy
Niż Roszkowa Wola nad brzegiem Pilicy.

Nadzieja

Nie powstrzymasz słońca zachodów
Nie powstrzymasz czasu co mknie
Zostaw chwile jak fiołki pachnące
Pozwól odejść marzeniom i mnie.

Zachowaj w pamięci obrazy tych dni
Gdzie serce pejzaże maluje
Z radością wspominaj bajkowe te sny
Nim smutek ci oczy za snuje.

Pogubiłem się w tym świecie
Zdradziłem swe marzenia
Tam gdzie moja gwiazda świeci
Widzę tylko, smugę cienia.

Płomień nocy,niech rozpali
wielkie me nadzieje.
Niech odejdą z mego życia
dawni przyjaciele.

Świat pachnie marzeniem
To dla mnie ten świat
Pozbieram go w całość
Ze wspomnień z przed lat

Swą duszę ocalę
Od frunie jak ptak
Do marzeń do słońca
W miłosny mój szlak.

Z kajdanów niewoli
Z niemocy mych dni
Już tylko nadzieja
Za progiem mych drzwi.

Na kołach

Ciężkie to życie w transporcie bywa
Jeździsz na kołach to promem pływasz
Kimasz na fajerce kwadransik mały
Lub na kanapie weekendzik cały
Stoisz na skwerze gdzieś w obcym kraju
W kabinie piekło, marzysz o raju
Odpalasz motor, załączasz klimę
Pijesz browara i idziesz w kimę
Tylko szefowi coś nie pasuje
Czemu twój motor w weekend pracuje
Czemu przepalasz ,czemu nie chłodzisz.
Ty do bankructwa mnie doprowadzisz
Piętro,dolary z kotła znikają
Z ciekłego w gazy swój stan zmieniają
Jak tu ogarnąć ZUS-y podatki
Chyba nie długo zwinę manatki
Lecz szofer to jest twarde chłopisko
Upał,czy mróz przetrzyma wszystko
I tylko niech mu szef nie marudzi
Bo to dla niego,on też się trudzi
Rzadko go w domu widzi rodzina
Żona, teściowa,matka dziewczyna
A kiedy czasem wróci do żony
Nim się wykąpie, telefon dzwoni.
Przyjeżdżaj szybko- krótkie kółeczko
Za tydzień dłużej będziesz z żoneczką
I tak mijają miesiące lata
Nic się nie zmienia, nawet wypłata
Więc wszyscy chylcie swe czoła nisko
Bo każdy szofer,dzielne chłopisko
Ich żony także podziwu godne
Czekają wiernie, chodź męża głodne
I sąsiad też ich nigdy nie zwiedzie.
Bo one wiedzą, że mąż już jedzie.
Może tym razem dłużej zagości.
Szczęście, Extaza i łzy radości
Nocka za krótka, dzionek za długi
Nie będzie czasu żeby się nudzić
Ciuchy, słoiki już spakowane
Bo mąż wyjeżdża dzisiaj nad ranem
I jeszcze tylko kilka westchnień,kilka uniesień
Wyjeżdża – Lato
a wraca – jesień.

Miłość na obczyźnie

Sadziła Grażynka jabłonie w ogrodzie
Będę tu do śmierci,pomyślała sobie
Kocham mego Edzia,jak on mnie miłuje
Żaru namiętności, też nam nie brakuje.

Będę je podlewać,gdy będzie potrzeba
Nie odejdę nigdy od mego Edzia…
Czuję się radosna, szczęśliwa,spełniona
Kiedy słyszę słowa, Tyś jest moja żona.

Przez lata marzyłam o takim mężczyźnie
Wierzyłam, że spotkam go , gdzieś na obczyźnie
Teraz już spokojna, chcę starości dożyć
Aby co dzień z Edziem,swe radości mnożyć.

Udzielę wam rady, rozwódki i wdowy
Szukajcie właściwej tej drugiej połowy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

three × 3 =